The Fastest Known Time. O co w tym chodzi?

By / In BLOG / 0 Comments
Idea jest prosta: wybierasz sobie jakiś logicznie zamknięty szlak, może to być od punktu A do B lub jakaś pętla, startujesz, dokumentujesz (ślad GPS, świadkowie jakieś zdjęcia czy video), ciśniesz jak najszybciej, po zakończeniu publikujesz i możesz się cieszyć, że jesteś najszybszy na danej trasie. Dopóki ktoś inny nie podejmie wyzwania i nie zrobi tego szybciej od Ciebie. Wszystko nieformalnie, z zaufaniem w środowisku, z jego aprobatą i podziwem. W ten sposób każdy może podjąć bezpośrednią rywalizację z każdym, nawet tymi najlepszymi.
W ten sposób Kilian Jornet stracił w tym roku rekord FKT we wbiegnięciu na szczyt Aconcagua, łyknął go Karl Egloff, biegacz z Ekwadoru (z wejścia do Parku Narodowego w Horocones na szczyt drogą normalną i z powrotem 11h52min). Nadmienię, że mi to zajęło 3 dni, nie licząc aklimatyzacji…
 
 Mariusz Weber on the top of Mt. Aconcagua, 6962m (Andes, Argentina)
Jednym z najbardziej głośnych ostatnio FKT było przebiegnięcie przez Scotta Jurek w tym roku całego szlaku Appallahów. Szlak liczy 3523km. Aby go przebiec, Jurek potrzebował 46 dni, 8 godzin i 7 minut. Poprzednie FKT należało do Matt Kirk, było ustanowione w 2013 roku i było o ponad 12 dni gorsze. Do historii przejdzie celebrowanie przez Scotta i jego przyjaciół końca tej wyprawy otwarciem szampana na szczycie góry Kathadin, za co Jurek musiał zapłacić 500$ kary. Rangerzy byli bezlitośni w parku narodowym nie można pić alkoholu.
FKT to wolność, która przecież jest esensją naszego sportu.
FKT to możliwość decydowania samemu o tym co się wybiera, bez dzielenia wyzwań na istotniejsze i te mniej.
FKT to niesamowita przygoda, która daje Tobie możliwość na czasami bardzo długie przygotowania. Przygoda, która daje Tobie możliwość sprawdzenia czy sobie poradzisz. Sam ze sobą, z wysiłkiem, czasem z partnerem, z którym się wybierasz.
Po co to wszystko piszę? Zaledwie przed kilkoma dniami w polskim środowisku biegowym wypłynęła kolejna inicjatywa, jakże zasłużonego OTK Rzeźnik, który niesamowitym sukcesem Biegu Rzeźnika rozpromował w całej Polsce nasz sport. Nota bene, prawdopodobnie bez Biegu Rzeźnika, nie zacząłbym swojej przygody z bieganiem po górach. Szczere chapeau bas.
OTK Rzeźnik zaproponował ideę sformalizowania najbardziej popularnego i najdłuższego FKT w Polsce, mianowicie Głównego Szlaku Beskidzkiego (czerwony szlak, Ustroń-Wołosate, ok. 500km). Idea rzeźników polegałaby na, jak piszą w ogólnych informacjach, symbolicznym wpisowym, poinformowaniu schronisk, że ktoś biegnie, support w formie środków medycznych, sportowego żarcia w schroniskach i wypożyczenie nadajnika GPS.
Brzmi w sumie fajnie. Robi się nieco bezpieczniej. Ale po co?
Po co zabijać całą, piękną ideę FKT, po co formalizować coś co było do tej pory związane z wolnością wyboru i zaufaniem środowiska?
Po co monopolizować przez jedną organizację coś co było doskonale nagłośnione i podziwiane bez tego?
Po co tworzyć złudzenie, że biegacze będą biegli bez supportu ale jednak z takim małym, tyci tycim ze strony tzw. organizatorów?
Po co stwarzać pozory większego bezpieczeństwa? Dzięki temu wielu, którzy nie są do tego przygotowani, będą łatwiej podejmowali wyzwanie i może to się skończyć dla nich tragicznie.
OTK Rzeźnik próbuje bronić swojego pomysłu w mediach społecznościowych. Moim zdaniem nieco nieudolnie. I do końca nikt nie wie o co chodzi. Bo było dobrze, nawet doskonale tak jak było. 
Ja tylko proszę, nie idźcie tą drogą! Zostawcie FKT w spokoju. Nie wszystko musi być zagospodarowane i zorganizowane. Dajcie ludziom nieco wolności.